Nie wiem czy wspominałam o tym wcześniej, ale jestem uczennicą liceum, a jednym z moich rozszerzeń jest królowa nauk, Matematyka (użyłam wielkiej litery ze względu na szacunek, jakim obdarzam ten jakże trudny przedmiot). Cóż mogę o tym powiedzieć, przedmiot, jak przedmiot, tylko w domu trzeba trochę więcej posiedzieć przy książkach... Ale nie o tym mowa.
Jak znaczna część moich kolegów i koleżanek z klasy, chodzę na korepetycje. Co prawda nieregularnie, ale jak potrzebuję, mam osobę, do której mogę zadzwonić, a ona przyjdzie, wytłumaczy i świat od razu staje się piękniejszy (naprawdę, wystarczy poprawnie rozrysować funkcję po dziesiątkach przekształceń i ma się wrażenie, że trawa jest zieleńsza, a słońce świeci jakoś mocniej ;) ).
Poza tym, mieszkam w mniejszym mieście, może nie każdy zna każdego, ale cóż... Większość spraw załatwia się 'po znajomości'. Mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Jeśli czegoś potrzebuję na wczoraj, to tych znajomości szukam, a jak się nigdzie nie pali, to po co się wysilać? Jednak jednej z moich koleżanek znajomości przeszkadzają aż za bardzo. Cóż, może też bym się tak na jej miejscu zdenerwowała, ale wydaje mi się, że troszkę przesadza. Otóż już gdzieś w maju zapisała się na korepetycje u pewnego bardzo rozchwytywanego pana. Ja usłyszałam o nim pierwszy raz i byłam pewna, że musiał co najmniej odkryć jakiś nowy wzór na wyliczanie x z równania. Okazał się przeciętnym nauczycielem, który kazał sobie płacić ponad przeciętne kwoty za 45 minut wspólnej nauki. Mnie to nie kręciło, miałam własną korepetytorkę. Koleżankę owszem, 'wzięło' na jego punkcie. Stwierdziła, że jak nie on, to nikt. I tak czekała do września na swoje korepetycje. Wszystko byłoby dobrze, ale... się ich nie doczekała. Okazało się, że pan nie miał już miejsc. Co gorsza, inna koleżanka, która dzwoniła dopiero we wrześniu, dostała się na te zajęcia. I się zaczęło. Koleżanka na każdym kroku dogryza drugiej, że ta dostaje dobre oceny z matematyki tylko dlatego, że chodzi na korepetycje. Ba, nawet mi się kilka razy oberwało. A dlaczego ta koleżanka nie ruszy tyłka i się nie pouczy? Bo ona chce TEGO korepetytora, a nie innego. No cóż... Na to już nic nie poradzę.
Jednak, kochani, czy uważacie, że korepetycje wystarczą, żeby wszystko umieć? Uwierzcie mi, że nie. Od kilku lat, oprócz zajęć w szkole, uczę się dodatkowo angielskiego, od tego roku również matematyki. I mimo, że mam te dodatkowe kilka godzin miesięcznie, nie znaczy, że nie robię nic innego. Na korepetycjach mam możliwość zapytania o coś, o co bałam się zapytać na lekcji czy po prostu wyleciało mi z głowy. Mam możliwość sprawdzenia, dlaczego zadanie mi nie wychodzi, ale najpierw muszę sama zrobić dziesiątki zadań, żeby mieć, co pokazać korepetytorce. Przecież nie pójdę i nie powiem "Proszę pani, mam problem z tym zadaniem... Jaki?... Noo... Bo mi tu nie wychodzi... Bo to takie ciężkie się wydaje, nawet tego nie robiłam..."
Jeśli ktoś chodzi na korepetycje, nie znaczy od razu, że ma lepiej i że nie musi robić nic sam. Bo, nie wiem, jak dla pozostałych, ale dla mnie korepetycje to jest właśnie dodatkowa samodzielna praca.
Ale nic, rozpisałam się trochę, może niepotrzebnie, wybaczcie. Wracam do rozwiązywania nierówności ;)
Trzymajcie się cieplutko ♥
Jak znaczna część moich kolegów i koleżanek z klasy, chodzę na korepetycje. Co prawda nieregularnie, ale jak potrzebuję, mam osobę, do której mogę zadzwonić, a ona przyjdzie, wytłumaczy i świat od razu staje się piękniejszy (naprawdę, wystarczy poprawnie rozrysować funkcję po dziesiątkach przekształceń i ma się wrażenie, że trawa jest zieleńsza, a słońce świeci jakoś mocniej ;) ).
Poza tym, mieszkam w mniejszym mieście, może nie każdy zna każdego, ale cóż... Większość spraw załatwia się 'po znajomości'. Mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Jeśli czegoś potrzebuję na wczoraj, to tych znajomości szukam, a jak się nigdzie nie pali, to po co się wysilać? Jednak jednej z moich koleżanek znajomości przeszkadzają aż za bardzo. Cóż, może też bym się tak na jej miejscu zdenerwowała, ale wydaje mi się, że troszkę przesadza. Otóż już gdzieś w maju zapisała się na korepetycje u pewnego bardzo rozchwytywanego pana. Ja usłyszałam o nim pierwszy raz i byłam pewna, że musiał co najmniej odkryć jakiś nowy wzór na wyliczanie x z równania. Okazał się przeciętnym nauczycielem, który kazał sobie płacić ponad przeciętne kwoty za 45 minut wspólnej nauki. Mnie to nie kręciło, miałam własną korepetytorkę. Koleżankę owszem, 'wzięło' na jego punkcie. Stwierdziła, że jak nie on, to nikt. I tak czekała do września na swoje korepetycje. Wszystko byłoby dobrze, ale... się ich nie doczekała. Okazało się, że pan nie miał już miejsc. Co gorsza, inna koleżanka, która dzwoniła dopiero we wrześniu, dostała się na te zajęcia. I się zaczęło. Koleżanka na każdym kroku dogryza drugiej, że ta dostaje dobre oceny z matematyki tylko dlatego, że chodzi na korepetycje. Ba, nawet mi się kilka razy oberwało. A dlaczego ta koleżanka nie ruszy tyłka i się nie pouczy? Bo ona chce TEGO korepetytora, a nie innego. No cóż... Na to już nic nie poradzę.
Jednak, kochani, czy uważacie, że korepetycje wystarczą, żeby wszystko umieć? Uwierzcie mi, że nie. Od kilku lat, oprócz zajęć w szkole, uczę się dodatkowo angielskiego, od tego roku również matematyki. I mimo, że mam te dodatkowe kilka godzin miesięcznie, nie znaczy, że nie robię nic innego. Na korepetycjach mam możliwość zapytania o coś, o co bałam się zapytać na lekcji czy po prostu wyleciało mi z głowy. Mam możliwość sprawdzenia, dlaczego zadanie mi nie wychodzi, ale najpierw muszę sama zrobić dziesiątki zadań, żeby mieć, co pokazać korepetytorce. Przecież nie pójdę i nie powiem "Proszę pani, mam problem z tym zadaniem... Jaki?... Noo... Bo mi tu nie wychodzi... Bo to takie ciężkie się wydaje, nawet tego nie robiłam..."
Jeśli ktoś chodzi na korepetycje, nie znaczy od razu, że ma lepiej i że nie musi robić nic sam. Bo, nie wiem, jak dla pozostałych, ale dla mnie korepetycje to jest właśnie dodatkowa samodzielna praca.
Ale nic, rozpisałam się trochę, może niepotrzebnie, wybaczcie. Wracam do rozwiązywania nierówności ;)
Trzymajcie się cieplutko ♥


